Piwo dla sportowców

Piwo dla sportowców – dobre, czy złe?

Warszawa, rok 1974, budka (taka okrągła) z piwem. Pod budką… kolarze! Piją piwo! Ubrani są w czerwone dresy ze złotym napisem „Warszawa”. Piją piwo po treningu…

Młodszym czytelnikom wyjaśnię, że w latach siedemdziesiątych za wcześnie minionego wieku – picie piwa przez sportowców nie było czymś ekstrawaganckim, czy nagannym.

Opisana scena pochodzi z filmu Stanisława Barei, pod tytułem: „Nie ma róży bez ognia”. Intryga wygląda tak: Zenek (Stanisław Tym) usiłuje dogonić uciekającego autobusem Dąbczaka (Jerzy Dobrowolski) i dlatego zabiera rower (kolarka marki Romet) jednemu z pijących piwo.

Piwo sportowcy pili po treningach w letnie dni. Patrzyli na to trenerzy i widzowie – nikt nie widział w tym niczego nagannego.

Jak zmieniała się rola piwa w regeneracji sportowców?

W latach 70. pojęcie napoje izotoniczne było w Polsce nieznane. Nikt też nie zawracał sobie głowy tym, czy piwo jest z racji swego ciśnienia osmotycznego – napojem izotonicznym. Piwa szukano raczej instynktownie. Bo zimne, bo sycące, bo działa relaksująco.

Dobre działanie piwa zauważyli też sportowcy dyscyplin, w których trzeba było „robić wagę”. Zbijanie kosztowało wiele wyrzeczeń, ale już po sprawdzeniu wagi, przed startem zaplanowanym na następny dzień – butelka czy dwie pomagały zawodnikowi w regeneracji.

W latach 90. zaczęto nieśmiało stosować prawdziwe napoje izotoniczne. Piwo zaczęto traktować jako coś złego, nieprzydatnego w sporcie.

Obecnie żaden wyczynowiec nie wypije piwa po treningu. Podobnie zachowują się amatorzy, którzy bardzo poważnie traktują swoje treningi i starty.

Wspomina się co prawda, że piwo po intensywnym treningu może – nieco – pomóc ze względu na obecne w nim cukry proste, czyli pewien wpływ na regenerację mięśni. Jednak – nawet eksperci radzą, żeby pić co najwyżej jedną szklankę.

Prawda jest taka, że wyczynowcy i zaawansowani amatorzy mają dziś tyle wysoko specjalistycznych napojów, żelów i suplementów diety, że stosowanie piwa nie ma większego sensu.

Jednak…

Jednak jest jeszcze jeden aspekt – ważny dla amatorów, podkreślam – amatorów biegania czy innych sportów. Jeśli ktoś – raz w tygodniu – ma wypić jedno piwo, to lepiej je wypić właśnie po ciężkim treningu, niż przy innej okazji.

Wyjątek jest tylko jeden! Ale bardzo ważny!

Widzę często na własne oczy, jak kolarze amatorzy jadą na długi trening i po jego zakończeniu siadają w piwnym ogródku na to właśnie jedno piwo. A potem… wsiadają na rowery i jadą do domów. Tak nie wolno! Niestety…

Szanowni Czytelnicy!

Żeby nie było, że jestem kapuś:-) Sam też bardzo często, po dojechaniu do miasta, piłem z kolegami piwo a potem jechałem jeszcze kilka kilometrów do domu.

Od pewnego czasu – przestałem tak robić.

Czy to kwestia rozsądku? Może raczej wyobraźni.

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *