Odwiedziliśmy Multitap PIW PAW Warszawa

Multitap PIW PAW Warszawa

Dziś świeżutka relacja z blogu Marianowar. Autor – Marcin Marzec odwiedził…

Multitap PIW PAW Warszawa

Dzisiaj zaczniemy kolejny z cyklicznych wpisów. Będą one się pojawiać nieregularnie i niekoniecznie w określonych odstępach czasowych, ponieważ sam nie wiem kiedy następnym razem odwiedzę miejsce związane z piwnym kraftem i oferujące jego wyroby.

Miejsca w Warszawie

Sam cykl ma wam przybliżyć miejsca w Warszawie, lub jeśli się uda przy okazji jakichś wyjazdów również w innych polskich miastach, w których będziemy mogli posmakować dobrego złotego trunku, w miłej atmosferze i pośród ludzi, którzy tak jak my mówią zdecydowane NIE koncerniakom i szukają nowych doznań w browarach kraftowych.

Multitap PIW PAW

W dzisiejszym odcinku Puboteki Piwnego Człowieka na scenę wkracza Multitap PIW PAW. Do tego wyjątkowego dla piwoszy miejsca wybrałem się wczoraj z dziewczyną i dwoma koleżankami na niedzielne pogaduchy oraz wypróbowanie kilku nowych piw. Pub znajduje się na ulicy Żurawiej numer 32/34, w bardzo dogodnej lokalizacji, bardzo blisko metra centrum. Nad wejściem do lokalu wita nas piękny kolorowy paw, którego ogon jest złożony z kilku butelek. Jest to jak się pewnie domyślacie logo pubu (notabene bardzo oryginalne i na prawdę łatwo zapadające w pamięci).

Multitap PIW PAW Warszawa

W pomieszczeniu umiarkowana liczba gości, kilka stolików wolnych więc siadamy przy jednym z nich. Ostatnim razem gdy byłem w tym lokalu to stałem przy barze, jednak tym razem miłe zaskoczenie-:) Pierwsze wrażenia wizualne są naprawdę bardzo dobre. Przyciemnione światło, świecące na czerwono lodówki z piwami butelkowymi, bar za którym naszym oczom ukazuje się istne królestwo smaków i aromatów piwnych, no i najważniejszy motyw, wyklejone kapslami ściany. Wszędzie dookoła kapsle od piw poprzyklejane do ścian.

Multitap PIW PAW Warszawa

Robi to niesamowite wrażenie i daje taki klimat, że od razu do głowy wpada mi pomysł zrobienia sobie takiego pomieszczenia w domu. Wyobraźcie sobie jak idealne było by to miejsce do degustowania piwa. Cisza, spokój, a dookoła rzeczy, które tylko i wyłącznie kojarzą się z piwami.

Mały raj na ziemi

Ale a propos ziemi, to właśnie na nią wracamy-:) No to czas coś zamówić. I tu każde z nas ma niesamowity problem. Piw jest po prostu tyle, że nie wiemy co wybrać (a ja mam podwójnie przerąbane, no bo przecież jestem znawcą, więc może bym tak coś doradził). Ale trzeba było szybko zebrać się w sobie i przestać robić siarę przed wszystkimi – wybieramy.

Aha po drodze jeszcze jedna z koleżanek zostaje upomniana przez Pana barmana, że kategorycznie pod karą ścięcia toporem na szafocie, nie wolno wchodzić za bar. Pominę fakt, że wydawało mi się, że troszkę niegrzecznie zostało to wypowiedziane, a karteczki, którymi podpisali nalewaki, są nieco za małe i niestety w połączeniu z niezbyt dobrym światłem trzeba się naprawdę napocić żeby poznać ich treść.

Jednak szybko Pan barman rehabilituje się fachowym doradztwem piwnym dla moich towarzyszek. I tak jedna bierze brzoskwiniowe, druga wiśniowego portera, a trzecia owoce leśne. Jeden problem z głowy. Przychodzi kolej na mnie.

Multitap PIW PAW Warszawa

Czas na mnie!

Ja – jako wytrawny znawca i degustator – korzystając z chwili do namysłu, jestem już gotowy. Na pierwszy ogień idzie Barley Wine. Niestety musicie mi wybaczyć, ale nie dam rady przytoczyć nazw piw, które kosztowaliśmy. Dziewczyny swoimi piwami były zachwycone, oprócz jednej bo jej brzoskwinka kosztowała 25 zeta, ale czego się nie robi dla dobrego piwa-:)

Ale wracając do samego pubu niestety na minus muszę zaliczyć wyposażenie. Stolik przy którym siedzieliśmy chybotał się we wszystkie strony i do tej pory dziwię się, że któreś z piw nie wylądowało na podłodze. Jeżeli chodzi o atmosferę w lokalu to była mocno barowa. Głośny gwar rozmów jednak nie przeszkadzał w prowadzeniu konwersacji, jednak głośna muzyka już tak.

Oczywiście nie mówię tu, że techno ryczało na cały regulator jednak do pełnego komfortu mogłaby być trochę ciszej. Moją uwagę po chwili zwraca kolejny świetny motyw, a mianowicie oklejona etykietami po piwie lodówka z piwami butelkowymi. I tu znów moje myśli wędrują do pokoiku ze snów-:)

Piwo jak to piwo szybko się kończy (przynajmniej mi bo dziewczyny sączą je niczym najwięksi kiperzy tego świata i jakoś im wolniej ubywa) więc postanawiam wyjść na rundę drugą. Podchodzę do baru i moim oczom po raz kolejny ukazuje się około 60 nalewaków. Znów ból głowy. Tym razem postanawiam zdać się na wiedzę Pana barmana.

Biorę IPA, po uprzednim spróbowaniu go w kieliszku degustacyjnym. Mocna goryczka i cytrusowe zapachy to mój świat. Biorę szklaneczkę i wracam do stolika. Po powrocie dostaje niepokojące sygnały dotyczące toalet. Niestety większość z nich nie ma zamknięć, co dla facetów nie jest jakimś strasznym problemem, ale dla kobiet może być niemiłym zaskoczeniem. Niestety szczegóły szczególiki ale jednak na minus. Czas leci w atmosferze bardzo miłej rozmowy, a w szklaneczce widać już dno. Jako że decydowałem się w dwóch przypadkach na piwa małe to postanawiam zdegustować jeszcze jedno, niestety ostatnie.

I tu moje zaskoczenie – jedna z niewiast skończyła swojego browarka i atakuje jeszcze jednego. Aż się cieplej robi na sercu. Podchodzimy po raz trzeci do baru i po raz trzeci kurde patrzy na mnie 60 nalewaków. Normalnie stres jak na maturze. Ale trzeba wziąć się w garść. Koleżanka postanowiła już nie ryzykować i poleciała standardowo – lagerek. Proponowałem czeski, ale co ja tam się znam, ona patriotka bierze polskiego. A ja tym razem biorę wędzone. Pan barman skrzywiony, bo sam nie lubi i ciężko doradzić, ale jest takie jedno podobno najmocniejsze na rynku. Pomyślałem raz się żyje – biere-:) Aromaty, które buchały z trzeciej szklaneczki to była istna filharmonia zapachów. Silny wędzony i dymiony zapach, intensywny smak. Piwo naprawdę wybitne. Dziewczyny oczywiście odrzuca ale… nawet nie będę nic mówił, panowie wiedzą o co chodzi.

W międzyczasie w pubie robi się nieco tłoczno, co można odczuć ponieważ jest nieco ciasnawo, stolik koło stolika i komfort troszkę się obniża. Jednak nie jest to strasznie uciążliwe. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy, zarówno spotkanie jak i piwko, więc po około 3 godzinach powoli zmierzamy do wyjścia. Ale zanim co …. to jeszcze weźmiemy jakiegoś browarka do domku.

Wybór jest konkretny, bo w lodówkach zalega około 200 różnych piw. Stoję, patrzę się jak ciele w malowane wrota, ale wreszcie decyzja musiała nastąpić. Do siateczki ładuje Milk Stouta od Ale Browaru i Blackcyla z browaru Trzech kumpli. Płace i zawijka do domu.

Multitap PIW PAW Warszawa Podsumowanie!

Spędziliśmy naprawdę bardzo miłe popołudnie w świetnej atmosferze kraftowych trunków (przynajmniej ja mam takie odczucia, a dziewczyny trzeba by zapytać-:). Multitap jak najbardziej godny polecenia mimo kilku mankamentów, które jednak w ogólnym rozrachunku nie wpływają na odczucia dotyczące pubu. PIW PAW jest na pewno jednym z miejsc, które każdy fan piwa powinien obowiązkowo odwiedzić.

Plusy:

– bardzo duży wybór piw lanych z nalewaków (ok. 60 nalewaków)

– niezły wybór piw butelkowych (ok. 200 różnego rodzaju browarów)

– niepowtarzalny klimat wzmocniony odczuciami wizualnymi wystroju pubu

– możliwość spróbowania piwa przed zakupem

– barmani znają się na swojej robocie (można spokojnie zdać się na ich porady)

Minusy (a właściwie minusiki):

– troszkę mieszane odczucia dotyczące obsługi

– trochę za głośna muzyka w lokalu

– wyposażenie proszące o prace konserwacyjno-naprawcze

– brak zamknięć w toaletach

– trochę ciasnawo w pewnych momentach

Zapraszamy też na bloga Marianowar i tam kolejne wpisy autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *